Słowo na niedzielę 7 czerwca 2026 roku- X Niedziela Zwykła
(Oz 6, 3-6; Ps 50 (49), 1bcd i 8. 12-13. 14-15; Rz 4, 18-25; Mt 9, 9-13)
Bóg pragnie miłości. Temu, kto prawy, ukaże zbawienie. Wiara jest podstawą usprawiedliwienia. Jezus powołuje Mateusza na apostoła.
Prorok Ozeasz (jego imię znaczy „PAN ocala/ zbawia”) w swoich mowach oskarża swój naród o niewierność wobec Boga Jahwe objawiającą się w oddawaniu czci złotemu cielcowi w Betel i obchodzeniu dni poświęconych kananejskim bóstwom urodzaju. Wyrzuca mu jego lekkomyślność i niestałość w życiu religijnym, brak konsekwencji w polityce wewnętrznej i zewnętrznej , nieroztropne liczenie na pomoc wielkich mocarstw i szukanie tej pomocy w Egipcie, albo w Asyrii. Piętnuje wreszcie nieustanne rewolucje pałacowe i zabójstwa dokonywane na panujących, które przyniosły wiele nieszczęść Królestwu Północnemu. Główna odpowiedzialność spada na klasy rządzące, na królów, wyższych urzędników, kapłanów i fałszywych proroków. Zapowiada także, że kara będzie powszechna, bo i naród nie jest bez winy. Ratunek może przynieść jedynie prawdziwa pobożność, pociągająca za sobą w konsekwencji poznanie Boga i szczere umiłowanie Go oraz poprawę obyczajów. Miłość jest według Ozeasza zasadniczym przymiotem Boga, dlatego często przypomina o niej narodowi, mimo iż zapowiada również zasłużoną karę. Jahwe bowiem nie będzie się mścił na narodzie na sposób ludzki i nie pragnie bezwzględnej jego zagłady, bo jest Bogiem świętym i miłującym swą wybraną, choć niewierną oblubienicę- Naród Wybrany.
Rozdział szósty rozpoczyna się od nawoływania do nawrócenia, do poprawy życia. Bóg na pewno nie odmówi pomocy swojemu ludowi, który wykazuje dobrą wolę i ufnie zwraca się do Niego, ale nawrócenie musi być szczere i całkowite. Wtedy jego owocem będzie poznanie Pana. To poznanie nie oznacza tylko nabycie wiedzy o Bogu, ale przede wszystkim głęboką więź z Nim, opartą na miłości i wierności, oraz postępowanie zgodnie z Jego wolą wyrażona w Prawie. Fundamentem Prawa Bożego jest miłość, ważniejsza niż składanie ofiar, które nie wypływa z właściwie usposobionego serca. Wersety 4-6 zawierają odpowiedź Boga na wyrażoną przez naród gotowość poprawy. Bóg nie jest jeszcze przejednany, bo miłość ku Niemu jest w narodzie jeszcze zbyt powierzchowna i nietrwała. Naród jednak nie pojął istoty pobożności. Przez mnożenie ofiar chciałby przejednać Boga, ale życia swego nie chce odmienić. Takie zewnętrzne ofiary, bez odmienionej postawy wewnętrznej i odpowiadającego jej postępowania w życiu, nie maja żadnej wartości.
Psalmista wypomina ludowi zaniedbania moralności osobistej przy równoczesnej wspaniałości kultu. Uczy, że kult bez moralności jest tylko przedstawieniem teatralnym i nie ma w nim dążenia do Boga. Kult, który nie realizuje się także w życiu zgodnym z przykazaniami, godzi w przymierze, które Bóg zawarł ze swoim ludem. Dlatego Bóg oskarża swój lud o złamanie przymierza. Nie gani On samych praktyk pobożnościowych, lecz ich niekonsekwencję i zakłamanie. Psalm wyraża więc prorocki sprzeciw wobec obłudnej religijności, oddzielającej kult od moralności. Określenie „ Bóg nad Bogami” oznacza, że jest On Najwyższy, Jedyny, Prawdziwy. „ Ja jestem Bogiem, Twoim Bogiem” przypomina wstęp do Dekalogu. Nie tam jednak mowy o ofiarach, ale o oddawaniu Bogu czci sercem. Nie oznacza to całkowitego odrzucenia ofiar, ale przypomnienie, że „Bóg nie żyje z ofiar”. Niczego nowego człowiek Bogu dać nie może, czego by Bóg już wcześniej nie posiadał. To raczej Bóg udziela człowiekowi wszelkich dóbr ziemskich i wiecznych. Konieczna jest tylko „ofiara wyznania” wiary w Niego i wyznania swoich przewinień.
Dzięki usprawiedliwieniu przez wiarę Abraham otrzymał dziedzictwo, które Bóg mu przyobiecał. Wobec tego spadkobiercami Abrahamowego dziedzictwa nie są ci, którzy jedynie Prawo uznają, Żydzi, lecz ci, którzy – na wzór Abrahama-zawierzyli Bogu i dzięki temu są usprawiedliwieni. Prawo jedynie powoduje gniew Boży, ponieważ czyni człowieka winnym grzechu. Potomstwem Abrahama są ci, którzy jak on, wierzą Bogu, więc również oni, podobnie jak Abraham są dziedzicami obietnic Bożych. Inaczej mówiąc, zbawienie przysługuje tym, którzy wierzą. Tak więc wiara łączy tych, którzy ją posiadają z Abrahamem. On staje się ich ojcem i w ten sposób spełnia się obietnica Boża. Gdyby zbawienie miało przysługiwać tylko tym, którzy otrzymali Prawo, wówczas wiara nie miałaby znaczenia. Bóg jednak zbawia właśnie tych, którzy Mu wierzą. Dziedziczenie dóbr wiecznych (zbawienia i trwałej przyjaźni z Bogiem) zostało uzależnione od wiary, aby całkowicie było darem Bożym, a nie wynikało z ludzkich zasług. Dlatego może ono przysługiwać wszystkim, nie tylko Żydom, ponieważ przez wiarę wszyscy staja się potomstwem Abrahama. Przy końcu refleksji nad dziejami Abrahama, Paweł jeszcze raz zachęca, aby wszyscy przyjęli Bożą sprawiedliwość dana w osobie Jezusa Chrystusa. Stwierdza, że wiara chrześcijanina ma taką samą naturę, jaka ma wiara Abrahama, oraz ten sam przedmiot. W obydwu bowiem wypadkach występuje ten sam objawiający się Bóg, który ożywia i przebacza. Przedmiotem wiary jest wydarzenie – zmartwychwstanie, dzięki któremu Jezus został uwielbiony jako Pan. Ze zmartwychwstaniem łączy się nierozerwalnie śmierć, ponieważ śmierć i zmartwychwstanie są nieodłącznymi czynnikami dzieła zbawienia, z tym że skutkiem śmierci jest aspekt negatywny zbawienia, tzn. odpuszczenie grzechów; zmartwychwstanie natomiast wywołuje skutek pozytywny, tzn. usprawiedliwienie, czyli upodobnienie się do Chrystusa, ponieważ On udziela człowiekowi swego Boskiego życia. On uczynił wszystko, aby wyzwolić ludzi z mocy zła. Dzięki łączności z Jezusem przez wiarę, ludzie uzyskują pewność, że Bóg wypełni wszystkie swoje obietnice.
Celnicy byli przeważnie kojarzeni z grzesznikami. Pracując dla Heroda Antypasa, celnicy w Galilei byli postrzegani jako zdrajcy ludu Bożego. Byli również znaniu z tego, że żądali od ludzi więcej pieniędzy, niż mieli zebrać. Jezusowe powołanie celnika Mateusza do bycia uczniem musiało być zaskakujące; ponownie wskazuje to, że Chrystus przyszedł, aby być światłem dla całego świata, nie tylko dla ludzi prawych. Skandaliczne jest również to, że Jezus udaje się na posiłek do domu Mateusza. W starożytnym judaizmie wspólne zasiadanie przy stole było wyrazem wspólnoty przymierza. Dzielenie się jedzeniem i piciem symbolizowało dzielenie życia. Jedząc wspólny posiłek z wieloma celnikami i grzesznikami, Jezus utożsamia się z tymi odrzuconymi ludźmi przymierza i przyjmuje ich do swego królestwa. Lecz z punktu widzenia faryzeuszy Jezus zaprasza do swego towarzystwa nie tych ludzi, co trzeba. Pytają więc uczniów dlaczego ich Pana jada wspólnie z celnikami i grzesznikami. Innym słowy, chcą powiedzieć: „Jaki nauczyciel zrobiłby coś takiego?” Jezus słysząc to daje im dwojaką odpowiedź. Po pierwsze, wyjaśnia, że Jego misja odpuszczania grzechów obejmuje wychodzenie do grzeszników, dokładnie tak jak lekarz musi wychodzić do chorych. Po drugie, mówi faryzeuszom (szanowanym nauczycielom Prawa!), by powrócili do podstaw Pisma i zrozumieli, co oznacza stwierdzenie z Księgi Ozeasza 6,6 „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Pierwotnie fragment ten stanowił oskarżenie dla tych Izraelitów, którzy starali się ukryć swe ciężkie grzechy poprzez zewnętrzne akty pobożności, takie jak składanie ofiar. Jako że ofiara miała wyrażać właściwą przymierzu miłość i wierność, Ozeasz stwierdza, że Bóg pragnie miłosierdzia, nie pustych ofiar. Greckie słowo użyte na określenie miłosierdzia oznacza wierną, wytrwałą miłość przymierza. Jezus wykorzystuje ten fragment z Ozeasza jako wezwanie do faryzeuszy, by nie pozwolili, aby zewnętrzne praktyki, takie jak reguły odnoszące się do wspólnego zasiadania przy stole, zastąpiły wytrwałą miłość, która musi być okazywana Bogu i całemu Jego ludowi, w tym grzesznikom i celnikom, którzy zeszli na manowce. Wcielając w życie misję Izraela, polegającą na byciu światłem świata, Jezus nie przyszedł, aby powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników.